Szczerość papieża

Chorzowianin 2011-04-18
Lektura "Światłości świata" zbliża czytelnika do osoby papieża i pozwala spojrzeć z dystansem na obraz obecnego pontyfikatu, wykreowany przez media.
Szczerość papieża Benedykt XVI w rozmowie z Peterem Seewaldem
Czy papież wierzy ciągle w to samo, w co wierzył będąc dzieckiem, co robi w wolnym czasie i czy wymyka się skrycie z Watykanu? 19 kwietnia 2011 roku przypada szósta rocznica wyboru Benedykta XVI.

Niemiecki dziennikarz Peter Seewald, który nawrócił się po swoich rozmowach z kardynałem Josephem Ratzingerem, spotkał się z nim po raz kolejny. Tym razem jednak już nie rozmawiał z purpuratem, a z głową Kościoła katolickiego, papieżem Benedyktem XVI. Sześciogodzinna rozmowa,  prowadzona w Castel Gandolfo, podczas spotkań trwających godzinę dziennie, złożyła się na książkę „Światłość świata”.

Odpowiedzi papieża na szeroki wachlarz dziennikarskich pytań kreślą czytelnikowi portret obecnego Ojca Świętego, człowieka, który choć sześć lat temu przedstawiany był jako faworyt konklawe po śmierci Jana Pawła II, dla wielu pozostawał osobą dość tajemniczą. 
Ponieważ kardynał Joseph Ratzinger przez lata stał na czele watykańskiej Kongregacji Nauki Wiary, strzegąc doktryny Kościoła m.in. w kwestiach dialogu międzyreligijnego i seksualności człowieka, media przedstawiały go wręcz jako „rottweilera Pana Boga”. Mówiło się, że niechętny jest widowiskowym nabożeństwom z udziałem tłumów, do jakich przyzwyczaił wiernych Jan Paweł II. Podkreślano, Benedykt XVI woli zacisze biblioteki i pracę naukową, a w kontaktach z tłumami pozostaje nieśmiały i zagubiony.

 Jednak już wkrótce po decyzji konklawe 19 kwietnia 2005 roku zaczęły pojawiać się opinie, że oto Benedykt XVI zaskoczył nawet kardynała Josepha Ratzingera, gdyż dostrzeżono diametralną przemianę osoby. Były to jednak wciąż tylko wnioski wysnuwane w oparciu o  medialny wizerunek nowego papieża. 

Tymczasem „Światłość świata”, książka Petera Seewalda – choć autor również jest przedstawicielem mediów – daje zupełnie nowe spojrzenie na osobę stojącą od sześciu lat u steru nawy Kościoła. Benedykt XVI przedstawia się czytelnikom sam, odpowiadając na pytania, które nie pozostają zawsze lekkie, łatwe i przyjemne.




O sobie, swojej roli na czele Kościoła, kwestii decyzji konklawe z roku 2005 Benedykt XVI mówi z niezwykłą skromnością.

 Z otwartością i szczerością podejmuje kwestię kościelnego skandalu nadużyć seksualnych wobec dzieci i komentuje sprawę zdjęcia ekskomuniki z przedstawicieli Bractwa św. Piusa X, zauważając błędy w „przypadku Williamsona”, kładące się cieniem na stosunkach Watykanu z Izraelem. Wyjaśnia także sprawę nagłośnionego medialnie przemówienia z Ratyzbony, które wywołało z kolei kontrowersje w relacjach z muzułmanami i uznane zostało przez komentatorów za pierwszy błąd obecnego pontyfikatu.  Krytykę, z którą nie raz w czasie swego pontyfikatu papież musiał się już zmierzyć, Benedykt XVI komentuje krótko: "Gdyby trwało wyłącznie poparcie, musiałbym siebie poważnie zapytać, czy rzeczywiście przepowiadam Ewangelię w całości". W innym miejscu dodaje, że ataki nie mogą być przyczyną rezygnacji papieża - "Ustępować można w momencie spokojnym albo gdy już po prostu nie daje się rady. Nie można jednak w niebezpieczeństwie uciec i powiedzieć, aby ktoś inny się tym zajął".

Papież odpowiada na pytania o celibat księży i kapłaństwo kobiet. Opowiada o doświadczeniach swoich podróży apostolskich, listach od zwykłych ludzi i tekstach własnych encyklik. Otwarcie przedstawia aktualną sytuację Kościoła, a także prostuje panujące powszechnie błędne rozumienie  papieskiej nieomylności. Mówi o  "łasce urzędu", której doświadcza, choć, jak zauważa, podczas modlitwy jest jak inni - jedynie prostym żebrakiem przed Bogiem. "Oczywiście modlę się przede wszystkim do naszego Pana, z którym mnie po prostu łączy, powiedzmy, stara znajomość. Ale przywołuję także świętych. Jestem zaprzyjaźniony z Augustynem, Bonawenturą, Tomaszem z Akwinu" - podreśla. 

Odnosząc się do kwestii  swoich zadań na Stolicy Piotrowej Benedykt XVI stwierdza: „Z deklaracjami o tym, co jesteśmy w stanie zrobić i co doprowadzić do końca, trzeba poczekać. Na pewno jednak do punktów programu, który został mi zadany, należy zabranie się ze świeżą siłą do szukania odpowiedzi na pytanie jak ma być na nowo głoszona Ewangelia temu światu, tak aby mógł on się nią przejąć, a temu zadaniu trzeba poświęcić całą swoją energię”.  

Gdy Peter Seewald zauważa, że w przeciwieństwie do Jana Pawła II obecny papież powrócił do używania papieskiego „my”, zamiast zwyczajnego „ja”, Benedykt XVI tłumaczy, że nie chodzi mu o „pluralis maiestatis”, a forma „my” stanowić ma podkreślenie że wypowiedź zachowuje łączność z innymi, wyrażając nie tylko rzeczywistość papieża, ale i innych. - Gdy jednak ja jako ja mówię coś osobistego, musi zostać użyte „ja” – wyjaśnia.  

Kiedy zaś rozmówca papieża ocenia, że Benedyktowi XVI udało się coś, czego „po takim olbrzymie jak Wojtyła, nikt nie uważał za możliwe” - płynna zmiana pontyfikatu, w odpowiedzi znów objawia się papieska skromność: - To był oczywiście dar. Pomógł powszechnie znany fakt, że Jan Paweł II darzył mnie sympatią, że istniało pomiędzy nami głębokie porozumienie. A także to, że ja traktuję siebie jako jego dłużnika, który próbuje swoją skromną postawą kontynuować to, co czynił wielki Jan Paweł II - stwierdza Benedykt XVI. 

Książkę zamyka szereg dodatków. Są wśród nich m.in. fragmenty papieskich tekstów w kwestiach których dotyczy rozmowa, a więc część głośnego wykładu z Ratyzbony i fragment listu pasterskiego do katolików w Irlandii dotyczacego bolesnego skandalu nadużyć seksualnych wobec dzieci. 

Polskim wydawcą "Światłości świata" jest krakowski „Znak”. Przekładu dokonał Piotr Napiwodzki.
Na karcie przedtytułowej zreprodukowano polski tytuł publikacji, zapisany ręką Benedykta XVI. 
KrzyK

Reklama: