Dać sobie czas

Chorzowianin 2009-02-24
Starszy kapitan Janusz Gancarczyk, komendant miejski Państwowej Straży Pożarnej w Chorzowie jest najmłodszym komendantem PSP w regionie. - Ten wiek ma swoje dobre i złe storny - mówi w rozmowie z Wojciechem Zawadzkim.
Dać sobie czas
- Jak zaczęła się pana przygoda ze strażą pożarną?
- Po maturze dostałem się do Szkoły Chorążych Pożarnictwa. Zaraz po jej ukończeniu podjąłem służbę, wówczas jeszcze, w Komendzie Rejonowej Państwowej Straży Pożarnej w Chorzowie. Zawodowo, od początku, jestem związany z tą jednostką.

- Co ciągnie do tego zawodu?

- Mówi się, że to powołanie. W moim życiu przyszedł taki moment, że musiałem wybrać zawodową ścieżkę. Coś, nie jestem w stanie powiedzieć konkretnie co, pchnęło mnie do tego, żeby zająć się służbą ratowniczą. Jestem przekonany, że był to dobry wybór.

- Dowódczych stanowisk pełnił pan w chorzowskiej Komendzie kilka?
- Absolwenci szkół pożarniczych po ich ukończeniu pracują na podziale bojowym. Ja też tam zaczynałem prace i wyjeżdżałem do akcji ratowniczo-gaśniczych. Takim bojowym chrztem było gaszenie pożaru lasów w Kuźni Raciborskiej i w okolicach Olkusza. Potem trafiłem do sekcji kontrolno-rozpoznawczej, popularnie zwanej prewencją. W roku 1999 zostałem mianowany na stanowisko dowódcy Jednostki Ratowniczo-Gaśniczej Komendy Miejskiej Państwowej Straży Pożarnej w Chorzowie. A od 1 lutego 2009 r. pełnię stanowisko Komendanta Miejskiego Państwowej Straży Pożarnej w Chorzowie.

- Dowódca Jednostki Ratowniczo-Gaśniczej to chyba dobre przygotowanie do komendantury?
- To odpowiedzialne, bardzo mobilne stanowisko, wymagające nieustannego bycia na służbie. Możliwości wyjazdu na weekend, aby odpocząć, są więc raczej ograniczone. W tym przypadku nie można bowiem pewnych rzeczy odłożyć na inny dzień. Komendant nie traci jednak kontaktu z działaniami ratowniczo-gaśniczymi. Też jeździ do dużych akcji, przejmuje dowodzenie. Do tego dochodzą inne obowiązki m.in. związane z finansami, logistyką. Myślę, że bycie dowódcą wspomnianej jednostki daje dobre przygotowanie do pełnienia stanowiska komendanta. Uczy też dużej odpowiedzialności za siebie i innych ludzi.

- Poważnych akcji ratowniczo-gaśniczych było sporo?
Było ich kilkanaście. Pierwszą moją taką akcją był wspomniany wcześniej pożar lasów. Pożarów mieszkań i budynków, podczas których musieliśmy ewakuować wszystkich mieszkańców, też było kilkanaście. Dużą akcją było gaszenie pożaru na terenie zakładów Alba. Takie działania wymagają determinacji i nieustannej obecności dowódcy. To ważne, by ktoś, kto od początku prowadzi akcję był do jej zakończenia.

- Stres towarzyszy tej pracy niemal nieustannie?
- Stres jest konieczny. Chociażby dlatego by nie popaść w rutynę. Dzięki niemu jesteśmy cały czas na tzw. obrotach. Przy akcjach ratowniczo-gaśniczych w pewnym sensie bardzo pomaga. Pozwala podjąć szybko decyzję. A tego bać się nie można. Podczas służby lepiej podjąć decyzję szybko niż jej zaniechać.

- Trzeba ten stres odreagować?
- Ja nie muszę tego robić w jakiś specjalny sposób. Jakoś sobie z nim radzę. Czasem odreagować pomaga sport, wysiłek fizyczny. Tak dla relaksu lubię popływać. Na basen chodzę regularnie.

- Urodził się pan w 1971 roku. W naszym województwie jest pan chyba najmłodszym komendantem PSP?
- W tej chwili jestem najmłodszym. Chociaż wcześniej zdarzali się jeszcze młodsi. Ten wiek ma jednak swoje dobre i złe strony.

- To najpierw te dobre?
- Trochę przyszłości zawodowej i kariery mam jeszcze przed sobą. Chociaż pewne doświadczenie zawodowe, związane z szesnastoletnią służbą, mam. Myślę, że jeszcze kilka, może kilkanaście lat popracuję.

- A złe?

- Przy spotkaniach z innymi komendantami będę musiał okazać więcej pokory. Przyznam, że w tym środowisku czuję się jeszcze niezbyt pewnie. Muszę dać sobie trochę czasu.

- Trudno przejmować schedę po tak zasłużonym komendancie, jakim był st. bryg. Edward Gąsowski?
- St. bryg. Edward Gąsowski to historia tej komendy. 22 lata jego dowodzenia na pewno wywarło na niej piętno. Nie chcę wprowadzać rewolucji raczej ewolucję. Własny styl pracy będę wprowadzał stopniowo.

- Plany ewolucji już są?
- Chciałbym w najbliższym czasie zrealizować trzy główne elementy. Wzmocnić obsadę sekcji kontrolno-rozpoznawczej, utrzymać jednostkę ratowniczo-gaśniczą na wysokim poziomie wyszkolenia, doprowadzić do rozpoczęcia funkcjonowania Miejskiego Stanowiska Kierowania Służb Ratowniczych, docelowo Centrum Powiadamiania Ratunkowego

- Czego można życzyć nowemu komendantowi?
- Tego, żebym się w tych wszystkich nowych obowiązkach nie zagubił. Żeby Komenda funkcjonowała przynajmniej tak, jak jednostka, którą wcześniej dowodziłem. Ten styl pracy próbuję tutaj przenieść. Na pewno nie życzyć pożarów. Tych jednak nie unikniemy, dlatego warto życzyć powodzenia naszym akcjom. Chciałbym też, aby ta nasza praca wciąż miała wśród mieszkańców tak duży szacunek.
 
Wojciech Zawadzki

Reklama:

Polityka plików "cookie"

Nasz serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystanie z witryny oznacza zgodę na ich zapis lub wykorzystanie. Więcej informacji można znaleźć w polityce prywatności.