50 lat po mistrzostwie - spotkanie piłkarzy Zrywu

Chorzowianin 2011-10-08 | Komentarzy: 1
Na początku lat sześćdziesiątych chorzowscy futboliści dominowali w kraju w kategorii juniorów. Dziś mogli powspominać tamte sukcesy i oddać hołd ich znakomitemu trenerowi.
50 lat po mistrzostwie - spotkanie piłkarzy Zrywu

Piłkarze Zrywu po latach. W środku siedzi Antoni Piechniczek, za nim Józef Janduda

13 września 1961 roku na Stadionie Śląskim odbyły się dwa spotkania. "Głównym daniem" było starcie Górnika Zabrze z londyńskim Tottenhamem w Pucharze Europy (zabrzanie wygrali 4:2). Więcej goli padło we wcześniejszym meczu.

Na Śląskim zorganizowano bowiem finał mistrzostw Polski juniorów. Zryw Chorzów - znakomita w tamtych czasach szkółka piłkarska - mierzył się z Górnikiem Wałbrzych. To był... mecz do jednej bramki! Chorzowianie dowodzeni przez charyzmatycznego trenera Józefa Murgota pokonali rywali aż 10:1. - Podobno bardzo dobrze wtedy zagraliśmy - uśmiechnął się z nadmierną skromnością Zygfryd Szołtysik, jeden z bohaterów tamtego spotkania.

Dla Zrywu Chorzów był to drugi z rzędu tytuł MP juniorów. Rok wcześniej finałowym rywalem śląskiej jedenastki była Gwardia Warszawa. - Na Stadionie Dziesięciolecia padł remis 1:1, na Stadionie Śląskim wygraliśmy rewanż 5:0 - dodał Szołtysik.

Popularny "Zyga", który stał się podporą Górnika Zabrze, a także m.in. Antoni Piechniczek czy Józef Janduda (późniejsze gwiazdy chorzowskiego Ruchu) należeli do czołowych postaci tamtego zespołu. Jednak nie byłoby ich sukcesów w juniorach, gdyby nie wspomniany Murgot - świetny trener i wychowawca młodzieży (pracował jako nauczyciel wychowania fizycznego w Technikum Górniczym w Chorzowie). Profesor - tak zwracali się do niego zawodnicy.

- 50 lat zleciało jak z bicza strzelił - przyznał Antoni Piechniczek. Pół wieku po drugim tytule MP juniorów piłkarze Zrywu zorganizowali spotkanie wspomnieniowe. Najpierw udali się na cmentarz w Świętochłowicach Chropaczowie. - Złożyliśmy kwiaty, zapaliliśmy znicze - mówił Piechniczek. W ten sposób wychowankowie uczcili pamięć zmarłego w 1987 roku Murgota.

Następnie zaś spotkali się w chorzowskim hotelu "Batory". Przyjechało trzynastu zawodników Zrywu (wszyscy otrzymali pamiątkowe plakietki od władz miasta oraz jubileuszowe książki ze Śląskiego ZPN) - Piechniczek, Szołtysik, Janduda, a także Eryk Chlebik, Henryk Kos, Erwin Słupik, Jan Banaś, Eugeniusz Klois, Jerzy Michajłow, Henryk Wróbel, Werner Kirchner, Piotr Komander oraz Walter Gzel. Był także syn profesora Murgota - Lucjan.

Kto wpadł na pomysł zorganizowania rocznicowego spotkania? - Zygfryd Szołtysik zadziałał tak, że wszyscy zjawili się punktualnie i w dobrej formie. Może oprócz mnie, bo poruszam się o kulach, ale mam nadzieję, ze jeszcze 2-3 tygodnie i będzie lepiej - mówił Piechniczek. Szołtysik zwrócił się z pomysłem właśnie do niego, ale były selekcjoner reprezentacji Polski nie mógł aktywnie włączyć się w organizację przedsięwzięcia. Piechniczek przeszedł bowiem niedawno operację kolana.

Szołtysikowi, na co dzień mieszkającemu w Niemczech, pomogli więc Jerzy Michajłow i Werner Kirchner. Początkowo myśleli, by spotkać się na Stadionie Śląskim, na którym święcili największe triumfy, ale w tamtejszej restauracji zarezerwowano już na ten termin wesele.

W restauracji hotelu "Batory" bawili się bardzo dobrze. - Jest fantastycznie - mówił Józef Janduda, który jako jedyny z przybyłych mieszka za oceanem - w USA. Zapytany o fenomen Zrywu sprzed półwiecza, odpowiedział: - Każdy z nas miał jakiś talent, a profesor Murgot był znakomitym wychowawcą. Potrafił nas doskonalić. Umiał trafić do każdego z nas - dodał.
Tekst i foto: Michał Fabian

Reklama:

Dyskusja:

~Grześ

IP: 87.207.*.*

2014-01-27 23:16:57

Murgot to legenda ...dzisiaj do pięt mu nie dorasta nawet jakiś trener z tzw.1 ligi

Polityka plików "cookie"

Nasz serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystanie z witryny oznacza zgodę na ich zapis lub wykorzystanie. Więcej informacji można znaleźć w polityce prywatności.